Jewgienij Piurnonsensowicz

wiersze, liryka, humor, mała proza

Jewgienij i Małgorzata

Lipiec 10th, 2013

Kiedy dotarł strudzony do zapadłej wioski,
ciepły kurz tańczył w słońcu, a gotyckie cienie
u stóp ciemnych topoli, chłód wieczoru niosły,
który siedział, za cicho szumiącym jęczmieniem.

Popołudnie rozgrzało czerwone dachówki,
koło sklepu, na ławce, kocur lizał łapy.
Baniaczek Jewgienija dawno był już był pusty,
trzeba się więc nareszcie, po bożemu, napić.

W zapachu dziwnych przypraw i proszków do prania,
uśmiechnął się najpiękniej do młodej sklepowej:
cztery winka najtańsze, podaj mi, kochana,
bo pragnę godnie skończyć dnia drugą połowę.

Zapłaciwszy poezją, wcale nie chciał reszty
i wyszedł pobrzękując tobołkiem na plecach.
Kiedy leżał pod miedzą, stał się bezcielesny,
żeby przyjść do dziewczyny we śnie, jak obiecał.

Piękniała, gdy lecieli pod strop chłodnej nocy;
dał naszyjnik z księżyca, łzy z policzków otarł.
Zostań ze mną, Małgosiu, mamy mówić o czym:
szeptał czule Jewgienij, widząc cień w jej oczach.

W rzeczną mgiełkę odziana i gwiaździsty brokat,
wpięła Wenus we włosy, błyszczącą jak brylant,
coraz wyżej szybując, gdzie ciemność głęboka.
Nie spogląda za siebie i głowę odchyla.

Nie czuje samotności pośród innych panien,
które do niej mrugają, wesołe i hoże.
Będzie śpiewać i tańczyć. Na zawsze zostanie,
sklepowa Małgorzata, w swoim gwiazdozbiorze.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

Powered by WordPress. Theme by Sash Lewis.