Jewgienij Piurnonsensowicz

wiersze, liryka, humor, mała proza

Ojcostwo Piurnonsensowicza

Kwiecień 6th, 2013

Utytłany jak zwierzę, sunie Żenia przez miasto.
Tu zaczepi kobietę, tam się spotka z latarnią.
Każda brama mu dzisiaj się wydaje zbyt ciasną,
przyszłość zaś, czarną.

Taka chandra chwyciła nieboraka za gardło,
że od rana się tacza po ulicach miasteczka.
I płaczliwie powtarza: oj, przepadło! Przepadło!
Kto mnie odetka?!

Za nim, krzywą kolumną, idą blade i słabe:
poematy, sonety – wyglądają na chore.
Są podobne do taty, kiedy człapią tak stadem,
za swym autorem.

Usiadł obok pomnika uznanego poety.
Spojrzał w górę ze złością: nie śmiej się, panie złoty!
Kiedy moje natchnienie całkiem wyschło, niestety.
Bo płodzę knoty.

Muza łazi po knajpach, Pegaz gra na wyścigach.
Ogród perzem zarasta, w domu rządzą pająki.
Czas najwyższy się wreszcie, od pisania, wymigać.
I raz z tym skończyć.

Gdy tak gorzko się zwierzał kamiennemu poecie,
wiersze Żeni piękniały, niczym łąka na wiosnę.
Niepotrzebny im jesteś, Jewgieniju, bo przecież,
są już dorosłe.

Powered by WordPress. Theme by Sash Lewis.