Jewgienij Piurnonsensowicz

wiersze, liryka, humor, mała proza

Wędrówki Jewgienija

Listopad 10th, 2012

Zamknął dom na dwa skoble, kłódkę i zaklęcie.

Wziął  bukłaczek i plecak, do drogi gotowy.

Pegaz lekko go poniósł  nad kraj śpiewnej mowy

i posadził pod lasem, gdzie ziół jest najwięcej.

W starej puszczy od razu owiało go chłodem.

Szedł  po trawie żubrowej, a gdzie cień był   czarny

po wilczymi łapami wyszarpanej darni,

przez mokradła, za łoszą prowadzącą młode.

Gdy był już na równinie, z domami pod gontem,

wiatr cerkiewnie zaśpiewał na polach i w sadach.

Siadł wygodnie pod wierzbą i długo z nim gadał,

bo tu świata jest koniec lub jego początek.

Prawosławny z łacińskim – podparły się krzyże,

w kępie bzu i leszczyny, gdzie się drogi  dzielą.

Słońce lśniło czerwono, jak miedziany szeląg

i ciągnęło za wioskę, schodząc  coraz niżej.

Ciszę zielnych zapachów i kryształki rosy

niosła na szorstkim grzbiecie  wykoszona trawa.

Jewgienij ruszył ścieżką i ślad  pozostawiał,

w cieniu skrzydeł Pegaza, niezgrabnych stóp bosych.

Dokąd go zaprowadzą niezbadane drogi,

polne miedze, ugory i przecinki leśne?

Popatrzy tylko w niebo, cicho sobie westchnie

i zaśnie w kopie siana, w łożu dla ubogich.

 

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

Powered by WordPress. Theme by Sash Lewis.